Zabawa w pomidor, czyli kilka słów o hiszpańskich fiestach

piątek, 18 lutego 2011


Puścić z dymem znanego polityka? A może złapać byka za rogi i obrzucić sąsiada pomidorami? Hiszpania daje wiele pomysłów na oderwanie się od rutyny dnia codziennego. Przebieranki, głośne śpiewy, tańce do białego rana, muzykani wszechobecna radość – to nic innego jak Fiesta.



Kalendarz w tym kraju wypełniony jest datami imprez, najczęściej związanych z patronami czy świętami katolickimi. Paradoksalnie, statystyki głoszą, że w Hiszpanii zmniejsza się liczba katolików i kościoły niemal świecą pustkami, to grono osób biorących udział w fiestach, nie zmniejsza się, a wręcz przeciwnie, dodatkowo ściąga całe rzesze turystów.
Semana Santa, czyli Wielki Tydzień przed Wielkanocą, to jedno z tych wydarzeń, które przyciąga najwięcej osób i pochłania wszystkich mieszkańców, niezależnie od płci i wieku.  Najbardziej zjawiskowo obchodzi się je w miastach Andaluzji. „ Podczas Wielkiego Tygodnia w Sevilli Chrystus umiera ponownie codziennie w każdym zaułku, na każdym rogu ulicy ” –  słowa hiszpańskiego poety A.Floreza są znakomitym podsumowaniem odbywających się uroczystości. Obchody o największej mocy mają miejsce w nocy
z Wielkiego Czwartku, na Wielki Piątek. To właśnie wtedy 12-kilometrowym odcinkiem
od XVIII-wiecznej fabryki cygar do gotyckiej katedry przechodzi procesja. Czołem pochodu są uzbrojeni pretorianie z pióropuszami na głowach. Za nimi kroczą główni organizatorzy tzw. hermandades, czyli członkowie bractw religijnych, działających przy kościołach. Jest ich kilka tysięcy. Są ubrani w habity i spiczaste kaptury z otworami na oczy, co z pewnością potęguję atmosferę grozy związaną ze śmiercią Chrystusa.  Niosą oni pasos – ogromne platformy z figurami Jezusa, Marii, a nawet całymi scenami pasyjnymi. Sam sposób dekoracji kwiatowych i figurowych jest dokładnie ustalony przez każde z bractw. Dalej w procesji podążają służby mundurowe, duchowni i wierni. Wzdłuż trasy gromadzi się mnóstwo żywo zainteresowanych widowiskiem mieszkańców i turystów. W procesji uczestniczą też zespoły muzyczne, wykonujące utwory specjalnie przygotowane na czas uroczystości. Po dotarciu do katedry, odbywa się moment ukrzyżowania Chrystusa, słychać wtedy już tylko stukot kołatek… Jak mawiają Hiszpanie: ,,Kto nie widział Sewilii, nie widział cudu”. Zwyczaj ten wywodzi się już ze średniowiecza, kiedy tworzące się wówczas bractwa obrały sobie za jeden z celów przypominanie wiernym Męki Pańskiej. Z pewnością cierpienie Chrystusa równie dobitnie przypomną biczownicy w miejscowości La Rioja, gdzie odbywają się ich pochody. Przemierzają ulice miasta, raniąc sobie plecy pejczami, a na ich ciałach widać ślady krwi po ostrych narzędziach.
Ulica to słowo klucz podczas hiszpańskich fiest, bowiem to one są centrum zgromadzeń. Również podczas ulicznego pochodu odbywa się Las Fallas w Walencji, czyli święto ognia, fajerwerków i  płonących maszkar.  Wśród których można zobaczyć celebrytów z pierwszych stron gazet, polityków,  ale też postaci z kreskówek czy kina. Co ciekawe nie są to wyłącznie ,,suche postacie”, ale całe kompozycje, przedstawiające charakterystyczne zachowania czy zdarzenia. Jest ich około 400. Są one niesamowicie fantazyjne i barwne, zrobione ze sklejki papieru, kartonu, w  środku puste.  A przy tym ogromne, gdyż nierzadko sięgają drugiego piętra hiszpańskich kamienic. Zjawisko to przyciąga niezliczoną rzeszę widzów, którzy po opatrzeniu się już z figurami i uszeregowaniu ich w kolejności od najgorszej do najwspanialszej,  czekają na najbardziej zjawiskowe wydarzenie, czyli ich spłonięcie. Karykatury są bowiem obwieszone sznurami sztucznych ogni i petard. Gdy już wszystkie zostaną puszczone z dymem,  można je sobie przypomnieć dzięki fotografiom zrobionym  przed wysadzeniem ich w powietrze. Zdjęcie najlepszej z nich, zwanej ninot,  zostaje przeniesione do Museu Faller. Co ciekawe, tradycja palenia maszkar utrzymuje się od XVI w., kiedy to cieśle z Walencji w dzień swojego patrona – św. Józefa, wynosili przed swoje warsztaty konstrukcje z resztek drewna, a następnie je palili. Fiesta  Las Fallas odbywa się najczęściej w połowie marca i trwa kilka dni. Co więcej, jej program z roku na rok się wzbogaca i prócz ognia, jako głównej atrakcji, obejmuje również korridę, loterie, pokazy tańca czy też smakowite konkursy kulinarne.
Jeszcze większe szaleństwo, zwane Encierro, odbywa się w Wigilię dnia św. Fermina
w Pampelunie. Otóż pierwszego dnia Fiesty Sanfermines trwającej od 6 do 14 lipca,  podczas której ludzie bawią się na ulicach z winem lejących się litrami, z samego rana wypuszcza się sześć pokaźnych byków, które biegają po ulicach miasta. Mają na rogach skórzane ochraniacze, ale podsycane przez tłum oraz amatorów mocnych wrażeń, stają się niezwykle groźne, bodą ludzi, co nierzadko kończy się poranieniami, a nawet śmiercią. Jednak śmiałków nie brakuje.
Mówiąc o hiszpańskich fiestach, nie można nie pominąć słynnej pomidorowej wojny. La Tomatina odbywa się każdego roku w miejscowości Buñol. Impreza ma ciekawą historię. Wszystko rozpoczęło się w 1945 roku, podczas lokalnych uroczystości, gdy jeden młodzieniec został zepchnięty w skrzynię z pomidorami. Po chwili zaczął obrzucać nimi ludzi z pochodu, po czym oni odpowiedzieli tym samym. Była to niewinna potyczka, która powtórzyła się w kolejnych latach. Początkowo władze zakazywały tego typu scysjom. Jednak nie powstrzymało to chętncyh przed obrzucaniem się pomidorami i w 1957 roku, wydarzenie zostało wpisane do uroczystości ku czci patronom miasta – Ludwika Bertrana i Matki Boskiej.  Zabawa, rozpoczyna się punktualnie o 11.na sygnał gongu i trwa godzinę. Ma swoje zasady, nie można np. rzucać całymi pomidorami, należy je uprzednio zgnieść w dłoni. Po ogłoszeniu końca bitwy, bitwa natychmiast zostaje przerwana i każdy zostaje obmyty wodą, a specjalna ekipa zajmuje się sprzątaniem placu boju. Do zmierzchu wszystko jest już nienagannie uprzątnięte  i poza wspomnieniami nie ani śladu po bitwie. No może poza ciągle unoszącą się w powietrzu… pomidorową wonią. Zabawa przyciąga ok. 40 tysięcy osób bawiących się w otoczeniu ponad 100 ton pomidorów.   
Kolejną waleczną imprezą, jest Moros y Cristianos -  mix historii, religii i karnawału. Można powiedzieć, że jest to wydarzenie w stylu rekonstrukcji znanej nam bitwy pod Grunwaldem, jednak w Hiszpanii obejmuje inscenizacje walk z Maurami i niesie za sobą więcej odmienności i kolorytu. Rozgrywa się corocznie w dniach 22-24 kwietnia ku pamięci św. Jakuba,  który według legendy miał pomóc w wygnaniu Maurów z Półwyspu Iberyjskiego.
Oczywiście to nie wszystkie hiszpańskie fiesty. Ciekawym zjawiskiem są również żywe Castells, czyli piramidy z ludzi (rekord to 10 poziomów!), często z dodatkowymi akrobacjami, tworzone na oczach zgromadzonych na ulicach dopingujących  ludzi. Warto zapoznać się też z nieco odmiennymi obyczajami związanymi ze świętami Bożego Narodzenia, Trzech Króli, czy też przypomnieć sobie o krwawej corridzie. Mawia się, że co kraj to obyczaj, tak o Hiszpanii możemy powiedzieć: co region, to inna fiesta. Zabawa trwa tam nieustannie, a pretekstu do jej zorganizowania nigdy nie brakuje. Tak więc, kto będzie potrzebował zabawy, niech ucieka do Hiszpanii.

Autor: Daria Waszak
Zgodnie z obowiązującymi zapisami prawa (licencja autorskoprawna) bez pisemnej zgody właściciela strony www.turnews.pl (www.turnews-pl.blogspot.com) oraz autora tekstu żadna część jak i całość utworów zawartych na stronie www.turnews.pl (www.turnews-pl.blogspot.com) nie może być powielana i/lub rozpowszechniania w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, dotyczy to zamieszczania ich w innym miejscu w Internecie z podaniem źródła i/lub autora.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TurNews.pl (www.turnews-pl.blogspot.com) nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.