Moher na beret, czyli Irlandia z dala od zmywaka

poniedziałek, 10 stycznia 2011


Nasza ojczyzna, leżąca w centrum Europy przez stulecia miała jeden kłopot, właśnie to nasze położenie. Przez całe wieki walczyliśmy, jak nie na wschodzie, to na zachodzie. Jak nie z Rosją, to z Niemcami. Gdy zmuszano nas do nauki języka pod zaborami, inne kraje Europejskie goniły Murzynów po afrykańskich koloniach. My kolonii nigdy nie mieliśmy, za to w XXI w. skutecznie skolonizowaliśmy Wyspy Brytyjskie, z tą jednak różnicą, że w większości przypadków Polakom przypadła rola przysłowiowych „Murzynów”. Wielu z emigrantów nigdy nie zwiedziło zastępczej ojczyzny, wielu również nigdy nie opanowało więcej niż 10 słów w języku angielskim, a szkoda. Sprawdźmy, co możemy zobaczyć ciekawego w Irlandii, gdy mamy „day off” albo po prostu „Holidays”.



Dublin, czyli „Miasto Brodu z Trzcinowymi Płotami”

W starej polskiej komedii „Rejs”, w pamiętnej scenie, podczas której mowa o kinematografii, kilkakrotnie powtarza się zwrot „Nuda, nuda”, a następnie „Wstaję i wychodzę z kina”. Jakże te cytaty pasują do stolicy Irlandii. Nie wiem czy w całej Europie można znaleźć nudniejszą stolicę, może gdzieś na wschodzie. Podczas pobytu w Dublinie można w zasadzie ograniczyć się do czterech rzeczy. Możemy iść do Pubu i napić się Guinnessa, możemy iść na zakupy, możemy coś zwiedzić (wystarczą 2 godziny), no i na koniec możemy iść do Pubu i napić się Guinnessa. Na tym skończyłbym przygodę w tym mieście.
Zainteresowanych zakupami zapraszam na O'Connell Street, tam każdy znajdzie coś dla siebie. Są sklepy z ciuchami – PENNYS, duże TESCO i całe mnóstwo małych sklepików. Z głodu podczas zakupowego szaleństwa nie umrzemy, knajpek z Fish&Chips jest pod dostatkiem.
Gdy już stwierdzimy, że kupiliśmy wszystko, co nam niezbędne, możemy zacząć zwiedzanie. Korzystając z tego, że jesteśmy na O'Connell Street, możemy zrobić sobie zdjęcie przy „sławnej na cały świat” 100 metrowej iglicy. Zdjęcie mamy, ale chwalić się nie ma czym, bo nasi znajomi raczej nie rozpoznają miejsca w którym byliśmy. Podobnie  jak Irole ( potocznie o mieszkańcach zielonej wyspy), którzy sami nie wiedzą po co TO coś postawiono. Zwiedzamy dalej, katedra Św. Patryka – robimy fotkę i idziemy dalej, cóż większość kościołów w małych miejscowościach w Polsce jest podobnej urody. Rozczarowanie jest niemałe, w końcu to patron Irlandii, ale musimy pamiętać, że przez wiele lat kraj był pod Brytyjską okupacją. Dlatego nie budowano tu nic okazałego- Irlandczycy wychodzili z założenia, ze nie ma racjonalnych powodów by budować cokolwiek w państwie, które właściwie nie należy do nich . Możemy zobaczyć jeszcze Zamek Dubliński i Browar Guinnessa, wszystko to zbudowane z jasnego kamienia zlewa się w jedną całość z resztą zabudowy miejskiej. Jest jeszcze jeden argument, który pomaga nam szybciej podjąć decyzję o wyjeździe z miasta, wszechobecny brud. Irlandzką nazwę miasta, Baile Átha Cliath tłumaczy się jako Miasto Brodu z Trzcinowymi Płotami. Sądząc po ilości śmieci i nieczystości na ulicach, nazwę tę powinno się tłumaczyć, jako miasto brudu z trzcinowymi miotłami- bezapelacyjnie jest to numer jeden w rankingu najbrudniejszych miast kraju. 
Katedra św. Patryka


Południowy wschód

Po dublińskiej traumie czas poznać piękniejszą cześć wyspy. Jedziemy na południe w kierunku Wexford. Trasa wzdłuż wybrzeża dostarczy niezapomnianych wrażeń, a aparat fotograficzny powinniśmy mieć cały czas w pogotowiu. Miniemy Góry Wicklow, gdzie kręcono sceny do „Króla Artura”. Następnie miejscowość Arklow, która w całości zaopatrywana jest w prąd przez wiatraki. Niby nic w tym dziwnego, gdyby nie to, że stoją one na pełnym morzu w odległości kilometra od brzegu i jest ich całe mnóstwo. Pomyśleć tylko co by było gdyby ktoś wpadł na taki pomysł w Polsce, ekolodzy powiesili by go na najbliższej latarni, bo przecież nie na drzewie.
Wexford, po Irlandzku Loch Garman, jest spokojną mieściną. Znajdziemy tu port, najdłuższy most w kraju i Park Etnograficzny, do którego warto się wybrać. Wart choćby dlatego żeby dowiedzieć się, iż samo Wexford zostało założone przez wikingów, a nazwa Loch Garman to nic innego jak Jezioro Wikingów. Ups, chyba już wszystko napisałem!
Okolica Wexford to małe wioski i piękne nadmorskie plaże. Troszkę dalej na południe w okolicach Rosslare Habor możemy odnaleźć wioskę z sanktuarium Matki Boskiej, gdzie ołtarz zbudowany jest na murach zniszczonego zamku. Jest to jedno z Irlandzkich miejsc kultu, tłumnie odwiedzanych w święta Maryjne.  Zielona wyspa kojarzy się z deszczem, ale my jesteśmy na słonecznym południu, polecam więc kąpiel w morzu z piękną latarnią morską w tle.
Irlandzka Częstochowa w Ladies Island
Gdzie diabeł upuszcza kamienie

Jeśli po kąpieli nie dostaliśmy odmrożeń lub nie pogryzły nas foki, czas wybrać się na zachód. Pierwszym naszym przystankiem będzie największy zamek w Irlandii. Wedle legendy, góra pod zamkiem została utworzona przez Szatana, który przelatywał nad tym miejscem z wielkim głazem w zębach. Gdy zobaczył św. Patryka szykującego się do postawienia nowego kościoła w tym miejscu, wstrząśnięty upuścił ów kamień tworząc Rock of Cashel. Zamku nie możemy przegapić, widać go z 20 km i myślę, że jest największą atrakcją w całym kraju.
W samej Irlandii jest mnóstwo przepięknych miejsc, gdzie krajobrazy zapierają dech w piersiach. Jednym z nich jest hrabstwo Kerry. Miejsce idealne dla samotników oraz osób które chcą się wyciszyć lub po prostu podziwiać piękne widoki. My kontynuujemy naszą podroż do Limerick. 
Rock of Cashel
 Luimneach - najświętsze miasto w Irlandii 

Będąc w Irlandii w czasie jej największej prosperity, wielokrotnie zastanawiałem się, jakim cudem jest tu tak dobrze. Co prawda nie doświadczyli wątpliwych uroków komunizmu i wojny światowej, ale jeszcze sto lat temu „Irole” morzeni głodem, masowo uciekali za ocean. Pod okupacją angielską cierpieli tak samo jak my pod zaborami, więc jak to się stało? Różnica między narodami polega na tym, że Polacy doświadczyli „cudu” komunizmu, Irlandczycy zaś „cudu” Unii Europejskiej. Do Polski przez 50 lat ZSRR pompowało ideologie Marksa i Engelsa, natomiast do Irlandii UE pompowała miliardy Euro. Tym, którzy chcieliby się dowiedzieć jak wyglądało życie na zielonej wyspie nim nastały czasy dobrobytu polecam film „Prochy Angeli”, którego akcja rozgrywa się w Limerick. Bieda klas niższych oraz wyzysk- oto obraz tamtych czasów. Przez lata Limerick bardzo się zmieniło, stało się nowoczesną metropolią, w której swoje siedziby mają wielkie światowe firmy. Warto zobaczyć tu piękny Zamek króla Jana zbudowany w XII wieku. W Limerick znajdziemy wiele hoteli, restauracji, a nocne życie trwa do wczesnych godzin rannych. Jednym słowem jest gdzie poszaleć.
Zamek Króla Jana nad rzeką Shannon
Klify moherowe

Po nocnych szaleństwach czas przewietrzyć trochę głowę, a gdzie najsilniej wieje wiatr? Oczywiście nad morzem. W tym celu udajemy się na Klify Moherowe położone ok. 50 km od Limerick. Sama nazwa jest dziwnie znajoma, a wzięła się od gatunku owczej wełny, która tylko tu, dzięki silnie wiejącym wiatrom jest niesamowicie puszysta. Moherowego bereciku tu nie kupimy, ale możemy podziwiać panoramę wybrzeża atlantyckiego z ponad stumetrowych urwisk. Piękne widoki i mocne wrażenia gwarantowane. 

Żegluj z Kolumbem

Niedaleko Cliffs of Moher, znajduje się niewielkie miasto Galway. Słynne jest ze swoich mocnych tradycji celtyckich: muzyki, pieśni i tańca. Charakterystyczne jest także używanie języka irlandzkiego w oznaczeniach budynków, ulic i innych miejsc w mieście. Co roku prawie połowa Irlandczyków przyjeżdża tu na wyścigi koni, bawiąc się i obstawiają wyniki.  Galway jest jedyny miastem na wyspach brytyjskich, które dawno temu zostało odwiedzone przez Krzysztofa Kolumba. Tradycje żeglarskie są kontynuowane, a co kilka lat w porcie Galway goszczą załogi łodzi biorących udział w okołoziemskich regatach Volvo Ocean Race.
To senne miasteczko zamienia się w stolicę światowego żeglarstwa wraz z przybyciem załóg Volvo Ocean Race

 To tylko kilka przykładów atrakcji turystycznych „województwa irlandzkiego”,  tak naprawdę interesujące miejsca w Irlandii znajdziemy niemal na każdym rogu. Wystarczy wybrać się kawałek za miasto, choćby na wycieczkę rowerową by móc podziwiać krajobrazy, które dla większości Europejczyków są zupełnie obce.  
 Aktualnie Irlandia przeżywa poważny kryzys finansowy, z którego ciężko jej się wydostać. Wielu naszych rodów wróciło do Polski nie widząc nic ciekawego w kraju, który dał im pracę i schronienie. Dla wielu Irlandia pozostanie krajem, w którym było „dobre piwo”. Może część z nich po lekturze tego artykułu wybierze się w podróż sentymentalną i pozna lepiej ten piękny zielony zakątek, bo przecież warto. Również gorąco zachęcam wszystkich tych, który nie byli nigdy w Irlandii. Nie znajdziecie tu monumentalnych budowli, warto jednak pamiętać, że ten kawałek świata miał niewątpliwe szczęcie- natura obdarzyła go niesamowitą przyrodą, wśród której można zapomnieć o całym cywilizowanym świecie Europy Zachodniej.


Autor: Marcin Kruś

Zgodnie z obowiązującymi zapisami prawa (licencja autorskoprawna) bez pisemnej zgody właściciela strony www.turnews.pl (www.turnews-pl.blogspot.com) oraz autora tekstu żadna część jak i całość utworów zawartych na stronie www.turnews.pl (www.turnews-pl.blogspot.com) nie może być powielana i/lub rozpowszechniania w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, dotyczy to zamieszczania ich w innym miejscu w Internecie z podaniem źródła i/lub autora.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nice!

Prześlij komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TurNews.pl (www.turnews-pl.blogspot.com) nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.